Zawsze się zastanawiałem jak to jest, że lubimy jeden rodzaj muzyki, a inny nazywamy bezwartościowym. Jeden uważamy za anielskie chóry, a drugi za zwykły hałas.
Często sobie schlebiam, że, pomimo pewnych preferencji gatunkowych, lubię każdą "dobrą" muzykę. Tak się składa, że Zeppelinów słucham częściej niż Brahmsa, ale to nie znaczy, iż razi on moje delikatne uszka.
Jeżeli utwór nie jest tylko instrumentalny, zwracam dużą uwagę na tekst. Denerwują mnie dobrze zagrane utwory z kiepskim tekstem. Wprowadza to nieprzyjemny dysonans.
Ale, miałem napisać o "Rządach Światła". Zanim zaczniecie szukać w naszych ulubionych googlach, przeczytajcie poniższy tekst.
Back on track
Hungry for life again
Strong in will
Built out of life and force
Trained and willing
Ready to take the world
And make it our own
Alive and kicking
Fighting for what we once dreamed
Having no doubt 'bout what's coming
Feeling mature and dead real
At every crossing a new thrill
Shout it loud and proud
I'm the hyper star
Shining on your life
Keeping you from falling
Back to your own start
World is at your door
What are you waiting for
Yesterday at your back
Now take a step forward
You're your own way
Keep rolling
Don't ever let yourself drown
Keep the good vibe going
You'll never miss a thing
You're in
Come on and rise...
Free your soul
Catch the dream
Where we all shine...
Stand as you are
And let it begin
The reign of light
Free and young
Happy to be what you believe
To be is the way to be happy
More money, more lovers...
Spiritual vacuum
Takes satisfaction away
Leaving you with bitterness
To get what you want
Without having the fun of it
Keep rolling
Don't ever let yourself drown
Keep the good vibe going
You'll never miss a thing
You're in
Come on and rise...
Free your soul
Catch the dream
Where we all shine...
Stand as you are
And let it begin
The reign of light
Shout it loud and proud
I'm the hyper star
Shining on your life
Keeping you from falling
Back to your own start
Keep rolling
Don't ever let yourself drown
Keep the good vibe going
You'll never miss a thing
You're in
Come on and rise...
Free your soul
Catch the dream
Where we all shine...
Stand as you are
And let it begin
The reign of light
A teraz możecie też posłuchać wykonania.
Spodziewaliście się takiego gatunku muzyki?
Muszę nadmienić, że bardzo cenię sobie sytuacje, kiedy utwór niesie w sobie potężny ładunek energii. Dla mnie tak właśnie jest w tym przypadku.
Come on and rise, rise, rise!!!
10/28/2009
10/27/2009
Spływ
http://www.youtube.com/watch?v=3bObItmxAGc
Zobaczcie sobie powyższy link. Poczucie humoru ciężkie jak walec drogowy. Ale jaka prawda bije ze słów tej Pani! Słuchajcie uważnie i uczcie się. Kiedyś i Wy możecie zostać geniuszami.
Zobaczcie sobie powyższy link. Poczucie humoru ciężkie jak walec drogowy. Ale jaka prawda bije ze słów tej Pani! Słuchajcie uważnie i uczcie się. Kiedyś i Wy możecie zostać geniuszami.
9/07/2009
Diamentowy Graf
Muszę wyrazić moje najszczersze podziękowania dla klubowicza, który podzielił się ze mną nazwiskiem autora błyszczącego na horyzoncie SF. Podczas jednego ze spotkań Klubu Fantastyki "Druga Era" narzekałem, iż trudno mi wybrać następną lekturę z zatłoczonych półek naszych księgarni. Mówiłem, że czegokolwiek bym nie wziął do ręki, albo wydaje się błahe, albo zostało napisane 20 lat temu, podczas gdy ja chciałbym rozszerzyć moją wiedzę na nowszą literaturę SF/Fantasy. Podsunięte mi wówczas nazwisko skrzętnie zanotowałem w telefonie i pamięci, do późniejszego wykorzystania.
Parę dni temu, stojąc w sklepie Outland przed wielką, błyszczącą ścianą zapełnioną po brzegi angielskojęzycznymi wydaniami literatury z interesującego mnie nurtu, całkowicie zagubiony w odwiecznym problemie osiołka i żłobów odgrzebałem w pamięci ową wskazówkę. Sięgnąłem po książkę Grega Egana "Schild's Ladder" reklamowaną na nieciekawej skądinąd okładce obiecującym hasłem z Guardiana - "Wonderful mind-expanding stuff".
Jestem całkowicie zaskoczony faktem, że tym razem cytat z gazety okazał się całkowitą prawdą. Po prostu nie znajduję słów, by opisać jak wspaniale czytało mi się tą powieść. Raz na jakiś czas, trafia mi się dzieło, które dodaję sobie w głowie do kanonu. Tak było z Kay'em i "Pożeglować do Sarancjum", tak było z "Aristoi" Williamsa i z wieloma innymi książkami. Od dziś Egan zajmuje w owej myślowej kolekcji całkiem poczesne miejsce. Od dziś dlatego, że ręce mi się przykleiły do okładki na tyle, że nie mogłem przerwać czytania dopóki nie skończyły mi się strony...
Wszystkich bardzo zachęcam do sięgnięcia po tą powieść, ale jednocześnie ostrzegam - z pewnego punktu widzenia to jedno z "najtwardszych" SF z jakimi się zetknąłem. Nie znajdziemy tu wprawdzie wielkich nadświetlnych liniowców z Webera, ale za to nasz umysł będzie musiał się pogodzić z szeroko zakrojoną niezrozumiałością mechaniki kwantowej, zasad superpozycji czy swobodnego operowania zasadą nieoznaczoności. Nie dajcie się jednak zrazić. Egan z kosmicznym rozmachem tworzy jedyną w swym rodzaju Wojnę Światów. Wojnę umysłową, rozgrywającą się na wielu płaszczyznach subiektywnej percepcji otoczenia, w rzeczywistości, w której "lokalna śmierć" całkowicie straciła znaczenie. Skrupulatnie wykreowani bohaterowie krążą pomiędzy frakcjami pozwalając autorowi na zaprezentowanie racji każdej z nich. A zaznaczyć trzeba, że czerń i biel praktycznie tu nie istnieją - są jedynie przestarzałymi, dwuwymiarowymi pojęciami w n-wymiarowym continuum.
Gdybym miał porównać "Drabinkę Schilda" do prac innych pisarzy, powiedziałbym, że mamy do czynienia z drobiazgowo zaprojektowanym zderzeniem Ursuli LeGuin, Dukaja, Assimova, Sagana... i nadal nie oddałbym autorowi sprawiedliwości. Przeczytajcie Egana.
Parę dni temu, stojąc w sklepie Outland przed wielką, błyszczącą ścianą zapełnioną po brzegi angielskojęzycznymi wydaniami literatury z interesującego mnie nurtu, całkowicie zagubiony w odwiecznym problemie osiołka i żłobów odgrzebałem w pamięci ową wskazówkę. Sięgnąłem po książkę Grega Egana "Schild's Ladder" reklamowaną na nieciekawej skądinąd okładce obiecującym hasłem z Guardiana - "Wonderful mind-expanding stuff".
Jestem całkowicie zaskoczony faktem, że tym razem cytat z gazety okazał się całkowitą prawdą. Po prostu nie znajduję słów, by opisać jak wspaniale czytało mi się tą powieść. Raz na jakiś czas, trafia mi się dzieło, które dodaję sobie w głowie do kanonu. Tak było z Kay'em i "Pożeglować do Sarancjum", tak było z "Aristoi" Williamsa i z wieloma innymi książkami. Od dziś Egan zajmuje w owej myślowej kolekcji całkiem poczesne miejsce. Od dziś dlatego, że ręce mi się przykleiły do okładki na tyle, że nie mogłem przerwać czytania dopóki nie skończyły mi się strony...
Wszystkich bardzo zachęcam do sięgnięcia po tą powieść, ale jednocześnie ostrzegam - z pewnego punktu widzenia to jedno z "najtwardszych" SF z jakimi się zetknąłem. Nie znajdziemy tu wprawdzie wielkich nadświetlnych liniowców z Webera, ale za to nasz umysł będzie musiał się pogodzić z szeroko zakrojoną niezrozumiałością mechaniki kwantowej, zasad superpozycji czy swobodnego operowania zasadą nieoznaczoności. Nie dajcie się jednak zrazić. Egan z kosmicznym rozmachem tworzy jedyną w swym rodzaju Wojnę Światów. Wojnę umysłową, rozgrywającą się na wielu płaszczyznach subiektywnej percepcji otoczenia, w rzeczywistości, w której "lokalna śmierć" całkowicie straciła znaczenie. Skrupulatnie wykreowani bohaterowie krążą pomiędzy frakcjami pozwalając autorowi na zaprezentowanie racji każdej z nich. A zaznaczyć trzeba, że czerń i biel praktycznie tu nie istnieją - są jedynie przestarzałymi, dwuwymiarowymi pojęciami w n-wymiarowym continuum.
Gdybym miał porównać "Drabinkę Schilda" do prac innych pisarzy, powiedziałbym, że mamy do czynienia z drobiazgowo zaprojektowanym zderzeniem Ursuli LeGuin, Dukaja, Assimova, Sagana... i nadal nie oddałbym autorowi sprawiedliwości. Przeczytajcie Egana.
9/06/2009
LARP a zdobycze technologii
Zastanawiałem się dzisiaj nad LARPami, w których brałem udział czy to jako uczestnik, czy jako organizator i doszedłem do wniosku, że zawsze jakiś problem stanowiła komunikacja między organizatorami.
W trakcie LARPa do poprawnego przebiegu wielu przedsięwzięć podejmowanych przez postacie niezbędna jest obecność "mistrza gry". Gdy bohaterowie są szczególnymi indywidualnościami (czyt. zawsze) i gdy jest ich większa liczba (czyt. więcej niż trzech) do płynnego przebiegu gry koniecznych jest kilku orgów. Zupełnie naturalne jest, że wszyscy uczestnicy naraz usiłują się pozabijać. Podczas gdy przy niektórych wydarzeniach (jak globalne starcie) można wykorzystać efekt stopklatki i rozegrać wszystko spokojnie, pod nadzorem prowadzących, inne, bardziej dyskretnej natury knowania, dzieją się niejako w tle absorbując uwagę kilku orgów naraz, w różnych punktach.
Oczywistym jest jednak, że owe dyskretne akcje często mają kluczowy wpływ na stan i przebieg fabuły. Zmieniają informacje dostępne innym graczom, modyfikują bazę wiedzy i mapę świata. Jak często zdarza się, że organizator musi wrócić do gracza i wytłumaczyć, że udzielone informacje są nieaktualne ze względu na zdarzenia w drugiej części pomieszczenia? Jak często w trakcie LARPa zdarzają się nagłe spędy orgów, w celu uaktualnienia posiadanych informacji?
Wpadłem na pomysł genialny w swej prostocie (i prawdopodobnie już dawno stosowany przez wiele osób, co nie przeszkadza mi dziś o nim pisać). Otóż koordynacja LARPa jak i dowolnej gry terenowej wymaga po prostu komunikacji bezprzewodowej w czasie rzeczywistym. Nie ma nic prostszego niż wyposażenie organizatorów w znane każdemu ze strzelanek ASG krótkofalówki (PMR). W ten sposób każdy z prowadzących może poinformować swoich współpracowników na bieżąco o jakiejś istotnej zmianie. Stan fabuły uaktualniany jest w czasie rzeczywistym, nagłe spotkania stają się rzadsze, a na dodatek łatwiej je zwołać (lub przeprowadzić zdalnie). Co więcej, krótkofalówki takie są łatwo dostępne. Chociażby Klub Fantastyki "Druga Era" posiada kilka kompletów używanych w większości na cele spływowe. Droższą, acz również możliwą do zrealizowania alternatywą jest wykorzystanie palmtopów i komputerów przenośnych i zapisywanie wydarzeń w dokumencie google-docs, odhaczanie punktów w tada-lists albo po prostu mała konferencja na Skypie.
Nie ma również problemu z wkomponowaniem takiej komunikacji w przebieg żadnego larpa nowoczesnego/przyszłego. W końcu to zupłenie naturalne, że ugarniturzona ochrona Elizjum (oczywiście składająca się z ghuli Ksieżnej/Księcia), czy załoga stacji kosmicznej, posiada krótkofalówki. Kelnerzy w restauracji, w której odbywa się narada Magów Tradycji muszą posiadać palmtopy na których zapisują zamówienia gości. Niezależni biznesmeni w centrum handlowym zawsze paradują z netbookami.
Osadzenie takiej komunikacji w świecie magii i miecza wymaga troszkę więcej zachodu (zwłaszcza z szyciem skórznych mieszków na radyjka i wieszaniem kości i wstążek na kablu od słuchawek), ale nie widzę poblemu, żeby grupa kapłanów musiała czasem oddać się medytacji mamrocząc niewyraźne słowa w obcym jezyku do swoich młynków modlitewnych.
Powiem Wam szczerze - mam teraz straszną ochotę wypróbować ten pomysł. Gdyby ktoś chciał sprawdzić czy to działa, mogę mu wypożyczyć dwa zestawy Midland G7+mikrofono-słuchawka. Są jeszcze w Polsce.
W trakcie LARPa do poprawnego przebiegu wielu przedsięwzięć podejmowanych przez postacie niezbędna jest obecność "mistrza gry". Gdy bohaterowie są szczególnymi indywidualnościami (czyt. zawsze) i gdy jest ich większa liczba (czyt. więcej niż trzech) do płynnego przebiegu gry koniecznych jest kilku orgów. Zupełnie naturalne jest, że wszyscy uczestnicy naraz usiłują się pozabijać. Podczas gdy przy niektórych wydarzeniach (jak globalne starcie) można wykorzystać efekt stopklatki i rozegrać wszystko spokojnie, pod nadzorem prowadzących, inne, bardziej dyskretnej natury knowania, dzieją się niejako w tle absorbując uwagę kilku orgów naraz, w różnych punktach.
Oczywistym jest jednak, że owe dyskretne akcje często mają kluczowy wpływ na stan i przebieg fabuły. Zmieniają informacje dostępne innym graczom, modyfikują bazę wiedzy i mapę świata. Jak często zdarza się, że organizator musi wrócić do gracza i wytłumaczyć, że udzielone informacje są nieaktualne ze względu na zdarzenia w drugiej części pomieszczenia? Jak często w trakcie LARPa zdarzają się nagłe spędy orgów, w celu uaktualnienia posiadanych informacji?
Wpadłem na pomysł genialny w swej prostocie (i prawdopodobnie już dawno stosowany przez wiele osób, co nie przeszkadza mi dziś o nim pisać). Otóż koordynacja LARPa jak i dowolnej gry terenowej wymaga po prostu komunikacji bezprzewodowej w czasie rzeczywistym. Nie ma nic prostszego niż wyposażenie organizatorów w znane każdemu ze strzelanek ASG krótkofalówki (PMR). W ten sposób każdy z prowadzących może poinformować swoich współpracowników na bieżąco o jakiejś istotnej zmianie. Stan fabuły uaktualniany jest w czasie rzeczywistym, nagłe spotkania stają się rzadsze, a na dodatek łatwiej je zwołać (lub przeprowadzić zdalnie). Co więcej, krótkofalówki takie są łatwo dostępne. Chociażby Klub Fantastyki "Druga Era" posiada kilka kompletów używanych w większości na cele spływowe. Droższą, acz również możliwą do zrealizowania alternatywą jest wykorzystanie palmtopów i komputerów przenośnych i zapisywanie wydarzeń w dokumencie google-docs, odhaczanie punktów w tada-lists albo po prostu mała konferencja na Skypie.
Nie ma również problemu z wkomponowaniem takiej komunikacji w przebieg żadnego larpa nowoczesnego/przyszłego. W końcu to zupłenie naturalne, że ugarniturzona ochrona Elizjum (oczywiście składająca się z ghuli Ksieżnej/Księcia), czy załoga stacji kosmicznej, posiada krótkofalówki. Kelnerzy w restauracji, w której odbywa się narada Magów Tradycji muszą posiadać palmtopy na których zapisują zamówienia gości. Niezależni biznesmeni w centrum handlowym zawsze paradują z netbookami.
Osadzenie takiej komunikacji w świecie magii i miecza wymaga troszkę więcej zachodu (zwłaszcza z szyciem skórznych mieszków na radyjka i wieszaniem kości i wstążek na kablu od słuchawek), ale nie widzę poblemu, żeby grupa kapłanów musiała czasem oddać się medytacji mamrocząc niewyraźne słowa w obcym jezyku do swoich młynków modlitewnych.
Powiem Wam szczerze - mam teraz straszną ochotę wypróbować ten pomysł. Gdyby ktoś chciał sprawdzić czy to działa, mogę mu wypożyczyć dwa zestawy Midland G7+mikrofono-słuchawka. Są jeszcze w Polsce.
9/01/2009
Informatycy i świat
Po raz kolejny zostałem dziś zaskoczony przez... Życie? Ekonomię? Cokolwiek...
W południe odebrałem telefon (numer zastrzeżony):
Ja: "Tak słucham?"
Gość po drugiej stronie: "Blah bla bla blah blah bla."
<gwaltowny przeskok mózgu na angielski>
Gpds: "Dzwonię z Londynu, nie mieliśmy jeszcze okazji rozmawiać, ale znalazłem Twoje CV na Monsterze i bardzo mnie zainteresowało."
Ja: "Um, przepraszam bardzo, ale zapomniałem zaktualizować informacje. W tej chwili jestem w Norwegii i pracuję dla UCS.NO"
<zaczynam się żegnać i przygotowywać do odłożenia słuchawki>
Gpds: "Ach, szkoda, a to stała praca czy kontrakt?"
Ja: "... kontrakt."
Gpds: "A kiedy się kończy?"
Ja: "Według umowy około 11 listopada, w połowie października będę wiedział, czy zostanie przedłużony."
Gpds: "Ach, rozumiem, no to na pewno będę dzwonił w październiku!"
Ja: "... eee, w porządku, dziękuję, nie widzę problemu... "
<jeszcze przez chwilę gapię się ze zdziwieniem na telefon>
Czy oni naprawdę nie mają kogo rekrutować? O co chodzi?
W południe odebrałem telefon (numer zastrzeżony):
Ja: "Tak słucham?"
Gość po drugiej stronie: "Blah bla bla blah blah bla."
Gpds: "Dzwonię z Londynu, nie mieliśmy jeszcze okazji rozmawiać, ale znalazłem Twoje CV na Monsterze i bardzo mnie zainteresowało."
Ja: "Um, przepraszam bardzo, ale zapomniałem zaktualizować informacje. W tej chwili jestem w Norwegii i pracuję dla UCS.NO"
Gpds: "Ach, szkoda, a to stała praca czy kontrakt?"
Ja: "... kontrakt."
Gpds: "A kiedy się kończy?"
Ja: "Według umowy około 11 listopada, w połowie października będę wiedział, czy zostanie przedłużony."
Gpds: "Ach, rozumiem, no to na pewno będę dzwonił w październiku!"
Ja: "... eee, w porządku, dziękuję, nie widzę problemu... "
Czy oni naprawdę nie mają kogo rekrutować? O co chodzi?
8/24/2009
Drodzy rodzice, dziadkowie i inni "nie informatyczni" czytelnicy.
Dzisiaj na łamach jednego z komiksów sieciowych odkryłem coś co może Wam się niezwykle przydać. Zajrzyjcie proszę pod poniższy link:
http://xkcd.com/627/
http://xkcd.com/627/
8/19/2009
Tłumaczenia
Heheh... Wpadłem na doskonały pomysł przetłumaczenia tekstu piosenki z pomocą google'a. jestem z siebie dumny:
for there are many ways
to kill a man they say
with bayonet, axe or sword
but son a bullet fired
from a shapeless guise
just put the shell of a Thompson gun
=>
na wiele sposobów, aby zabić człowieka mówią z bagnetem, siekiery lub miecz ale Syna punktor zwalniani z bezkształtnym przebranie tylko umieścić powłoki z Thompson pistolet
for there are many ways
to kill a man they say
with bayonet, axe or sword
but son a bullet fired
from a shapeless guise
just put the shell of a Thompson gun
=>
na wiele sposobów, aby zabić człowieka mówią z bagnetem, siekiery lub miecz ale Syna punktor zwalniani z bezkształtnym przebranie tylko umieścić powłoki z Thompson pistolet
Przeprowadzka
Od soboty mieszkam w nowym miejscu. Przeprowadzka to trochę zbyt szumne słowo, jako że przenosiny sprowadziły się do wrzucenia walizki do samochodu i pojechania pod nowy adres... Dla postronnego obserwatora jedynym zyskiem z tego całego bałaganu jest odtajnienie zdjęć z poprzedniego mieszkania, które to można obejrzeć na mojej Picassie.
Nowe mieszkanie jest jednocześnie zadowalające i intrygujące. Nigdy nie znudzę się odkrywaniem co bardziej ekstrawaganckich norweskich wynalazków. Na przykład na balkonie (1 piętro), mamy linkę ratunkową. Jakby się paliło (ceglany blok) będzie można uciekać przez balkon... Powolutku i ostrożnie.
W kuchni mamy nowiutką lodówkę Bosha (super turbo i gotuje i sprząta), pasujące do niej kuchenkę, zmywarkę, mikrofalę oraz meble wyglądające jak głęboka komuna na siłę odświeżana odłażącą teraz farbą.
Lokum do którego się wprowadziłem jest również wyposażone we współlokatora (Sike Huang, chiński współpracownik, zajmuje się głównie robieniem jedzenia i graniem w chińską grę cRPG) i jego pokój, łazienkę oraz pojemnik na łóżko, który będziemy umownie nazywać moim pokojem. Przynajmniej mam szafę. Dzięki zakupom, które wczoraj zrobiłem w IKEI mam również poduszkę, kołdrę, garnki, noże i inne tego typu ułatwiacze życia. Nabyłem również szmatki do kuchni, która wyraźnie cierpiała z powodu ich braku...
Ceny w IKEI w Norwegii są całkowicie porównywalne do tych w Polsce, w sposób bezwzględny. Co oznacza, że dla statystycznego Norwega IKEA jest tania jak... No nie wiem... Barszczu tu nie znają...
Nowe mieszkanie jest jednocześnie zadowalające i intrygujące. Nigdy nie znudzę się odkrywaniem co bardziej ekstrawaganckich norweskich wynalazków. Na przykład na balkonie (1 piętro), mamy linkę ratunkową. Jakby się paliło (ceglany blok) będzie można uciekać przez balkon... Powolutku i ostrożnie.
W kuchni mamy nowiutką lodówkę Bosha (super turbo i gotuje i sprząta), pasujące do niej kuchenkę, zmywarkę, mikrofalę oraz meble wyglądające jak głęboka komuna na siłę odświeżana odłażącą teraz farbą.
Lokum do którego się wprowadziłem jest również wyposażone we współlokatora (Sike Huang, chiński współpracownik, zajmuje się głównie robieniem jedzenia i graniem w chińską grę cRPG) i jego pokój, łazienkę oraz pojemnik na łóżko, który będziemy umownie nazywać moim pokojem. Przynajmniej mam szafę. Dzięki zakupom, które wczoraj zrobiłem w IKEI mam również poduszkę, kołdrę, garnki, noże i inne tego typu ułatwiacze życia. Nabyłem również szmatki do kuchni, która wyraźnie cierpiała z powodu ich braku...
Ceny w IKEI w Norwegii są całkowicie porównywalne do tych w Polsce, w sposób bezwzględny. Co oznacza, że dla statystycznego Norwega IKEA jest tania jak... No nie wiem... Barszczu tu nie znają...
8/11/2009
8/09/2009
Roboty drogowe po norwesku.
Norwedzy postanowili zbudować linię tramwajową. Mieli już kiedyś tramwaje i pomyśleli, że miło będzie je mieć znów. Więc kładą tory z samego centrum miasta aż na lotnisko. Wspaniale - nie uważacie?
Z punktu widzenia osób pracujących niedaleko placu robót (jednego z wielu prace prowadzone są z rozmachem - łącznie z drążeniem tunelu pod osiedlem domków jednorodzinnych) sprawa przedstawia się tak:
Tuuuuuuuuuuuuuut! Tuuuuuuuuuuuuuuuuut! Tuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuut!
...
"Guys, brace yourselves..."
...
KABOOOOM!!!!!!!!!
I chwila przerwy na zbieranie gruzu i montowanie kolejnych ładunków.
Z punktu widzenia osób pracujących niedaleko placu robót (jednego z wielu prace prowadzone są z rozmachem - łącznie z drążeniem tunelu pod osiedlem domków jednorodzinnych) sprawa przedstawia się tak:
Tuuuuuuuuuuuuuut! Tuuuuuuuuuuuuuuuuut! Tuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuut!
...
"Guys, brace yourselves..."
...
KABOOOOM!!!!!!!!!
I chwila przerwy na zbieranie gruzu i montowanie kolejnych ładunków.
8/07/2009
Har Har Har
Nowe mieszkanie dla mnie i mojego przyszłego współlokatora, Sike Huanga, jest już wynajęte. Chwilowo zamiast mnie mieszka tam Roman, gdyż skończył się kontrakt na jego poprzednie lokum.
Ale ja nie o tym. Wybraliśmy dziś stałe łącze. 20M/1M. 459 koron miesięcznie = grosze. Har, har, har.
Ale ja nie o tym. Wybraliśmy dziś stałe łącze. 20M/1M. 459 koron miesięcznie = grosze. Har, har, har.
8/06/2009
Zdjęcia
Narobiłem zdjęć. Wkurza mnie fakt, że wszystkie są do kitu. Nie poczuwam się do odpowiedzialności, gdzyż robiłem dobre zdjęcia, a mam badziewne. Winę będę zrzucał na aparat i na fatalne ziarno już przy iso 200. No i oczywiście na nieszczęsne norweskie światło.
http://picasaweb.google.com/Piotr.Berlowski
http://picasaweb.google.com/Piotr.Berlowski
Szkic sytuacyjny.
Pracuję dla firmy UCS.NO (www.ucs.no gdyby ktoś się nie domyślił).
Mieszkam w ... mieszkaniu studenckim, gdyż mojej firmie nie udało się znaleźć niczego innego - wiecie, wakacje, żaden Norweg nie zajmuje się tym czym powinien (wynajmowaniem mieszkań). Ma się to wkrótce zmienić, gdzie "wkrótce" jest dowolnym ustalonym przedziałem czasu.
Budynek ma poroniony układ. Architekt był w zupełnie innej czasoprzestrzeni gdy projektował układ wnętrza. Nie wiem czy śmiać się czy płakać. Może jakieś zdjęcia wkrótce.
Mam współlokatorów. W tym szkicu istotne są 3 osoby z mojego piętra:
* Christine - austriaczka studiująca biologię na tutejszym uniwersytecie
* Florian - najprawdodobniej pobratymiec Christine, studiuje filozofię
* Człowiek W Bokserkach - tajemniczy współlokator z blond afro na głowie, odziany w same bokserki; po zebraniu spostrzeżeń okazało się, że nikt go nigdy nie widział w innym stroju
Garage - metalowe i rockowe centrum Bergen - znajduje się jedną przecznicę od mojej stancji.
Dead Puppy to arytmicznie hardcore punkowa kapela, która grała dziś za darmo w pubie Garage. Trzeba przyznać, że byli całkiem nieźli, choć mogliby obrać jakiś rytm i pozostać przy nim dłużej niż 30 sekund.
Norweska publiczność na koncercie - to prawdziwa noc żywych trupów. Zwłoki stojące pod sceną, zbyt zesztywniałe, aby ruszyć członkami. Naprawdę. O CO WAM LUDZIE CHODZI??!! Po 3 minutach takiego koncertu w Polsce, fani opuszczaliby przybytek po krzywej balistycznej jednym oknem, tylko po to, żeby wrócić drugim! Wygląda na to, że byłem jedyną osobą na całym punkowym koncercie przestrzegającą przepisów BHP na tyle, żeby założyć buty z metalowym zabezpieczeniem palców. Nie wiem po co. Nikt mnie nawet nie potrącił, co tu mówić o deptaniu.
Dobranoc.
Mieszkam w ... mieszkaniu studenckim, gdyż mojej firmie nie udało się znaleźć niczego innego - wiecie, wakacje, żaden Norweg nie zajmuje się tym czym powinien (wynajmowaniem mieszkań). Ma się to wkrótce zmienić, gdzie "wkrótce" jest dowolnym ustalonym przedziałem czasu.
Budynek ma poroniony układ. Architekt był w zupełnie innej czasoprzestrzeni gdy projektował układ wnętrza. Nie wiem czy śmiać się czy płakać. Może jakieś zdjęcia wkrótce.
Mam współlokatorów. W tym szkicu istotne są 3 osoby z mojego piętra:
* Christine - austriaczka studiująca biologię na tutejszym uniwersytecie
* Florian - najprawdodobniej pobratymiec Christine, studiuje filozofię
* Człowiek W Bokserkach - tajemniczy współlokator z blond afro na głowie, odziany w same bokserki; po zebraniu spostrzeżeń okazało się, że nikt go nigdy nie widział w innym stroju
Garage - metalowe i rockowe centrum Bergen - znajduje się jedną przecznicę od mojej stancji.
Dead Puppy to arytmicznie hardcore punkowa kapela, która grała dziś za darmo w pubie Garage. Trzeba przyznać, że byli całkiem nieźli, choć mogliby obrać jakiś rytm i pozostać przy nim dłużej niż 30 sekund.
Norweska publiczność na koncercie - to prawdziwa noc żywych trupów. Zwłoki stojące pod sceną, zbyt zesztywniałe, aby ruszyć członkami. Naprawdę. O CO WAM LUDZIE CHODZI??!! Po 3 minutach takiego koncertu w Polsce, fani opuszczaliby przybytek po krzywej balistycznej jednym oknem, tylko po to, żeby wrócić drugim! Wygląda na to, że byłem jedyną osobą na całym punkowym koncercie przestrzegającą przepisów BHP na tyle, żeby założyć buty z metalowym zabezpieczeniem palców. Nie wiem po co. Nikt mnie nawet nie potrącił, co tu mówić o deptaniu.
Dobranoc.
Subskrybuj:
Posty (Atom)